Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!


Autor: Sylwia Wicher
Opublikowane: 2017-09-27 19:07:20

OCR RUNNER


 

Jadąc serpentynami przez góry głęboką doliną wśród zamieci śnieżnej (we wrześniu!) można było się nieźle przestraszyć. Start znajdował się na wysokości 2100 m. Dotarliśmy na miejsce o świcie w temperaturze około 0*C. Gdy wzeszło słońce, z ciemności wyłoniły się ośnieżone skalne szczyty wznoszące się na wysokość ok. 2500 m, wśród których poprowadzono trasę o długości 22 km. Na niebie nie było już ani jednej chmurki.

 

 

Fala Elit mężczyzn wystartowała o godzinie 8:30, a każda następna co 15 minut. Biegliśmy, wspinając się stopniowo coraz wyżej, pokonując kolejne przeszkody - ścianki. Dla tych wcześniej startujących przeszkody były jeszcze oblodzone. Woda w górskich  potokach mieniła się w słońcu. Pierwszy stromy zbieg był bardzo trudny: śliska trawa pokryta śniegiem i głazy do przeskakiwania. Po jego pokonaniu dotarliśmy nad jezioro, które niczym lustro odbijało skalne szczyty na tle błękitnego nieba. Na ziemię sprowadziły nas 2 przeszkody: Olimpus i runda z obciążeniem ciągniętym na łańcuchu po ziemi. Potem można było zbiegnąć drogą do doliny w okolicę startu. Tu czekała na nas łatwa runda z belką i prosta ścianka wspinaczkowa.

Bardzo długie strome podejście dało w kość wszystkim niedoświadczonym w górach biegaczom, a zaraz za nim runda z workiem piasku na plecach, slakline i potwornie śliska równoważnia na którą należało wbiegnąć. Burpees czekały każdego. Tu już brakowało tlenu. Po krótkim biegu spotkały nas kolejne rundy pod górkę z ogromnymi ciężarami: łańcuchem uwierającym w obojczyki, wiadrem wypełnionym kamieniami, które biegacze wielokrotnie odstawiali na ziemię oraz oponą do ciągnięcia na łańcuchu . W tym rejonie były odcinki trasy poprowadzone  drogami, gdzie można było rozpędzić się i biegnąć zupełnie swobodnie.  Dwuipółmetrowa ściana zatrzymała wielu biegaczy. Polacy mają jednak doświadczenie z przerośniętymi ścianami. Niebezpieczny bardzo okazał zbieg błotnistą drogą. Zaraz za nim trasę poprowadzono pięknym lasem, wśród licznych strumyków, łąk, bagien do kostek i pasących się krów. Teraz znów mieliśmy pod górę, a do mety było jeszcze 7 km. Nie oszczędzono mam wejścia do lodowatego potoku. W okolicy mety rzut oszczepem i następnie ostatnia stroma wspinaczka. Dwudziesty drugi kilometr to odcinek ostro w dół zakończony dość prostym combo: 5 monkeybar, rura wzdłuż, 5 monkeybar, krótki multiring. Ukośna ściana z linami i byliśmy na mecie.

 

 

Czy warto było tu wystartować? Bez wątpienia tak. To był chyba najpiękniejszy bieg w historii Spartan Race - marzenie każdego górskiego biegacza i ogromny wysiłek dla nieprzywykłych do gór zawodników. Poziom trudności przeszkód - średni, poziom trudności trasy - najwyższy.

 

Zawody w kategorii Elit wygrali faworyci mistrzostw:

Zuzanna Kocumowa oraz Michał Rajniak.

 

W kategorii wiekowej mistrzostwo zdobyły Polki:

Agata Pietroszek (kat. 18-24)

Małgorzata Daszkiewicz (kat. 25-32?)

Sylwia Wicher (kat. ?33-39)