Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Agnieszka Koziak

Autor: Agnieszka Koziak
Opublikowane: 2016-02-12 17:52:25

na co dzień mama 3,5 letniego diabła wcielonego. Posiadająca 4 kyu wtajemniczenia w Karate Kyokushin, od 2013 roku znana jako Fitmaminka całym sercem w crossfitowym boksie. Miłośniczka jedzenia zdrowych przekąsek przed TV podczas oglądania piłki nożnej. Zakochana również w biegach z przeszkodami.


Przeglądając prasę sportową natykamy się nierzadko na różnego rodzaju sportowe sylwetki na stronach reklamowych. Co drugą stronę jesteśmy atakowani smukłymi lub muskularnymi postaciami ze śnieżnobiałym, szczerym uśmiechem. Jeśli nie jest to akurat reklama odzieży sportowej, z pewnością „postać idealna” trzyma w ręku cudotwórcze suplementy diety. Dla dużej liczby osób aktywnie uprawiających sport, stosowanie dodatkowych wspomagaczy w postaci odżywek jest czymś na porządku dziennym. Nierzadko też, wyznacznikiem postępu i bodźcem dla sukcesu w karierze sportowej..Z pewnością, większy procent tych idealnych osób spędza czas na doskonaleniu swojej sylwetki, jednak czy ich ciała są efektem odżywek, które reklamują, czy też dobrze zbilansowanej diety i treningu?

Z pewnością trzeba wziąć pod uwagę fakt, że wplatając w codzienny harmonogram różne rodzaje aktywności, nasz organizm zwiększa zapotrzebowanie na mikro i makro składniki odżywcze. Osoby o słabszej wierze w siebie, cały czas mają przed oczami wzór swojej idealnej sylwetki, a w Internecie czy na półkach sklepowych szukają magicznego proszku, który by ich doprowadził do wymarzonego celu, wzmocnił wytrzymałość, czy dał po prostu kopa na start.

Dziś bierzemy pod lupę biegaczy i sławne żele energetyczne w tubce. Czy faktycznie nam coś dają, czy może działają tylko na naszą psychikę? Jak stosują je biegacze długodystansowi, maratończycy? Czy ich stosowanie jest grą „fair”?

Przyjrzałam się klasyfikacji opublikowanej przez Australijski Instytut Sportu, który na podstawie badań i analiz opracował program suplementacji, w którym podzielono spożycie suplementów na 4grupy (Od grupy A – wręcz polecanej do stosowania przez osoby uprawiające sport zawodowo, do grupy D – suplementów niewskazanych do użytku, lub wręcz zabronionych). Żele energetyczne znalazły się w pierwszej grupie publikacji, co świadczy o tym, że z grą „nie fair” nie mogą mieć do czynienia. Dodatkowo stwierdza się, że sportowcy stosując suplementy z polecanej grupy mogą szybciej osiągać optymalną wydolność, czyli to tak, jakbyśmy podkręcali drzemiące w nas możliwości.

Bardzo zaskoczył mnie fakt, że istnieje wiele sposobów i różne strategie na rozplanowanie dostarczania odżywek podczas biegu. Oczywiście spożywanie żeli nie jest regułą dla przebiegnięcia maratonu, jednak po przeanalizowaniu wzajemnych porad, których udzielają sobie zakochani w bieganiu internauci – nie istnieje dobrze i rozsądnie przebiegnięty maraton bez dostarczenia energii przed i w trakcie (tutaj podawane były także obliczenia, co do ilości kilometrów na gram żelu, czy też czasu i zużycia energii). Ponieważ podczas ciągłego biegu nie jesteśmy w stanie zjeść posiłku, producenci odżywek i suplementów wychodzą naprzeciw maratończykom podsuwając im magiczne żele energetyczne o przeróżnych fazach działania i smakach.

Jak już wiemy, że żele są „ok.”, a stosowanie ich może przynieść oczekiwane osiągi, warto wybrać żel idealny. Do tego wystarczy wziąć pod lupę skład (jak najmniej składników, cukry proste, niekiedy kofeina, tauryna), cenę (nie dajmy się oszukać – cena dobrego żelu waha się w granicach 5-10zł), konsystencja (w zależności od tego, czy mamy potrzebę popijania wodą istnieją żele mniej i bardziej skondensowane), smaki, kolory i wielkości tubek są wszelakie i możemy już dobrać je pod tym względem według naszej aktualnej wizji.

Już wkrótce żele firmy MyProtein zostaną przetestowane przez naszego partnera grupę biegową Husaria Race Team.