Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Agnieszka Koziak

Autor: Agnieszka Koziak
Opublikowane: 2016-05-25 09:15:38

na co dzień mama 3,5 letniego diabła wcielonego. Posiadająca 4 kyu wtajemniczenia w Karate Kyokushin, od 2013 roku znana jako Fitmaminka całym sercem w crossfitowym boksie. Miłośniczka jedzenia zdrowych przekąsek przed TV podczas oglądania piłki nożnej. Zakochana również w biegach z przeszkodami.


W niedzielę 22 maja kilka tysięcy osób zjawiło się na terenie Morskiego Oka we Wrocławiu by dać początek trzeciemu już sezonowi biegów z cyklu Men Expert Survival Race.

Ponad 5 tysięcy Survivalowców wzięło udział w ekstremalnych zmaganiach biegowych – które niejednokrotnie w tym dniu wymagały od uczestników nietylko siły i wytrzymałości, ale także sporej dawki pokory i dużych nakładów cierpliwości. W niedzielne popołudnie bowiem nazwa biegu odniosła kluczowąrolę. Był to prawdziwy survival.

Plaża i teren Morskiego Oka zamieniła się na cały dzień w gwarną i wesołąstrefę sportowej rozrywki. Piasek, ciepła woda, słońce, unoszący się zapachgrilla dodawały piknikowego akcentu. Były to nie tylko zmagania mężczyzn,jak wskazuje nazwa biegu. Ostatnimi czasy biegi przeszkodowe cieszą siędużym uznaniem wśród kobiet, oraz dzieci, które zachęcane przez rodzicówzaczynają swoją przygodę z takimi zmaganiami już w wieku 4 lat.

Z biegiem przeszkodowym można było zmierzyć się na 3 dystansach. Pierwszyz nich – zakładał 12 kilometrów trasy i 50 przeszkód, kolejny odbywał się na 6kilometrowej trasie i ostatni zarówno dla sprinterów, jak też początkujących –3km. Równocześnie odbywały się także zmagania dzieci na specjalnieprzygotowanej ścieżce z przeszkodami wiodącej przez opony, zjeżdżalnię i kilkatuneli do czołgania. Również kibice mieli swoje pole do popisu. W okolicachmety organizowane były przeróżne konkursy z nagrodami, gdzie można byopochwalić się swoją siłą – zmierzyć się w zwisie na drążku, podciąganiu,przerzucaniu opony czy siłowaniu na rękę.

Już od godziny 7:00 rano można było spotkać zbierających się biegaczy, którzyz zaciekawieniem przemierzali teren imprezy analizując widoczne przeszkody.Pogoda już we wczesnych godzinach zapowiadała się pięknie, jednak nic niewskazywało na to, że upalny dzień może dość mocno zaskoczyć zawodników,którzy spodziewali się regularnego nawadniania na trasie biegu.Równo o godzinie 9:00 rano ruszyła pierwsza fala „Machine”, czyli najdłuższego dystansu Men Expert Survival Race. Kolejne fale puszczane były równo co 15 minut poprzedzając start rozgrzewką prowadzoną przez trenera personalnego Artura Cieplucha z Wrocławia. Pierwsza seria biegu była zdecydowanie serią testową. Grupa dołożyła wszelkich starań, by utrudnić bieg już na kolejnej przeszkodzie, zabierając na około 300 metrowy spacer opony na barkach.

Trasa biegu była mocno urozmaicona – rozpoczynając od suchego piasku męczącego nogi i wchodzącego w buty, kończąc na spacerze w jeziorze. Już na pierwszym kilometrze biegu uczestnicy uprzednio mocząc się w wodzie pokonali przeszkodę z prądem nad jeziorem i wbiegli do pobliskiego lasu na dalszą walkę z upałem, naturą i przeszkodami.

Była to zdecydowanie walka z wieloma przeciwnościami, przede wszystkim upał, który doskwierał i wysysał z biegnących resztki wody. Długie kilometry w pełnym słońcu mocno osłabiają, szczególnie kiedy nie ma co liczyć na świeżą wodę na trasie. Organizatorzy już na wstępie zapewniali, że trasa wyciśnie z zawodników wszelkie poty i sprawi, że mięśnie zapłoną.

W tegorocznej edycji konstruktorzy przeszkód wykazali się dużą pomysłowością. Zawodnicy mieli możliwość skoku z Quarter Pipe, czyli kilkumetrowej rampy na dmuchaną poduszkę. Oprócz tego postarano się również o zewnętrzne nawodnienie biegnących. Przygotowano kilka przeszkód wodnych, w tym kontener z zimną wodą i dwa „baseny” z pianą w których należało przeczołgać się pod siatką. Oprócz tych atrakcji zawodnicy mieli możliwość zjazdu ze Slip and Slide – 100 metrowej zjeżdżalni na poślizgu z mydlin. Oprócz wymienionych zawodnicy musieli wiele razy wykazać się zwinnością i niesamowitą siłą rok przy pokonywaniu między innymi małpiego gaju czy szeregu podwieszonych kółek. Nie zabrakło również standardowych przeszkód jak ściany, liny, równoważni i podbiegów.

Pod koniec trasy czekała żywa przeszkoda w postaci walecznych wikingów, którzy skutecznie stopowali biegnących używając nie tylko tarcz, ale też siły. Tuż przed metą należało pokonać wysoką rampę. Tylko nieliczni byli w stanie przejść ją osobiście, na szczęście na tego typu biegach pomocna dłoń jest na porządku dziennym. Często można było doznać jej na trasie od pomocnych wolontariuszy. W niektórych momentach jednak bardzo jej brakowało, szczególnie, gdy oznakowanie trasy było nieczytelne, co wpędzało zawodników w zakłopotanie.

Najszybciej wśród kobiet z trasą Machine poradziła sobie Marzena Musiał osiągając czas 01:10:38, zaraz po niej Małgorzata Szaruga 01:11:55 Anna Jawień 01:12:39. Wśród mężczyzn aż piątka ukończyła trasę przed upływem godziny, najszybszy okazał się Tomasz Danielkiewicz 00:55:49, po nim Wojciech Brzoskwinia 00:56:58 oraz Przemysław Senderski 00:59:23. Bieg Machine ukończyło niemal 2000 osób.

O godzinie 13:00 wystartowała pierwsza fala biegu Warrior na dystansie 6km. Zawodnicy zmagali się z podobnymi przeszkodami na trasie, musieli jednak wykazać się dużą szybkością, by stanąć na podium. Niewątpliwym zwycięzcą, z czasem 00:30:42 wygrał Darek Ilnicki, na drugim miejscu Radosław Czyż 00:30:49 oraz trzeci Dawid Łabul 00:31:23. Agata Pietroszek wygrała klasyfikację kobiet uzyskując czas 00:33:59, po niej Aleksandra Puzoń 00:41:24 oraz Małgorzata Kołtan 00:41:24. Dystans Warrior ukończyło ponad 2000 osób.

Ostatnim biegiem z jakim mogli się zmierzyć zawodnicy był sprint na 3km. W klasyfikacji generalnej widnieją 744 osoby a najszybszą z nich wśród kobiet była zdecydowanie Małgorzata Szaruga pokonując trasę w 00:16:52 oraz Miłosz Jarczok wśród mężczyzn z czasem

Sportowcem, który szczególnie zasłużył na medal był w tym dniu zdecydowanie Grzegorz Płonka, który ukończył bieg na wózku inwalidzkim. Takie sytuacje przypominają o tym, że siła i walka nie tkwi tylko i wyłącznie w sile naszych mięśni i kondycji, ale głównie w głowie.

Z pewnością niesamowicie wielka ilość uczestników pozytywnie zaskoczyła organizatorów imprezy. Nie mniej jednak nie poradzili sobie z systemem rejestrującym czas, co opóźniło ogłoszenie wyników o cały dzień. Nie pozwoliło to na dekorację medalową zwycięzców. Impreza, grillowanie i radość trwały do późnych godzin popołudniowych. Kolejna edycja Men Expert Survival race już 19 czerwca w Warszawie.