Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Anna Skrobisz

Autor: Anna Skrobisz
Opublikowane: 2016-09-12 19:47:03

Je życie łyżkami. Mówi, że jest tak pyszne, że aż ma wyrzuty sumienia. Na główne danie zawsze zamawia Spartan Race, a na deser bierze podwójna porcję lodów waniliowych. Szczęśliwa, szczera i szalona. Chcesz wiedzieć co u niej na bieżąco? Otwórz Skrzynię Biegów. http://biegowskrzynia.blogspot.com/


Nadszedł wyczekiwany dzień przez wielu biegaczy OCR. 3 września 2016 roku miał miejsce pierwszy w Europie Spartan Race Ultra Beast. Zawody odbyły się w Słowackiej miejscowości Vechec. Blisko dwa tysiące osób z różnych stron świata stanęło na starcie, by zmierzyć się z dystansem górskiego ultramaratonu usłanego przeszkodami.

O godzinie 7:00 na linii startu pojawiła się fala Elite mężczyzn, która jako pierwsza ruszyła w podróż, by zmierzyć się oko w oko z dystansem Ultra. Uczestnicy mieli przed sobą nie lada zadanie, bowiem organizatorzy nie podali ile dokładnie kilometrów będzie liczyła trasa. Jak podają zegarki GPS dystans wynosił blisko 50 kilometrów. Pogoda we wrześniu wyjątkowo rozpieszcza. Palące słońce nie było jednak sprzymierzeńcem, a raczej dodatkową przeszkodą podczas wyścigu. Bieg liczył trzy pętle. Pierwsza z nich - około 20 km dawała złudne uczucie, że pierwszy na starym kontynencie Ultra Beast zapisze się w pamięci jako ten wymagający, ale „przyjemny”. Nic bardziej mylnego. Choć pierwsza część w większości wiodła po płaskim, mało wymagającym terenie, o małej ilości wzniesień, na drugiej zaczęła się prawdziwa walka. Oprócz przeszkód, tych zbudowanych przez człowieka, pojawiły się praktycznie pionowe podejścia, które więcej wspólnego miały ze wspinaczką górską niż z bieganiem. Górskie szczyty „atakowane” były praktycznie z każdej możliwej strony. Nie zabrakło ścian, małpiego gaju, rzutu oszczepem, a noszenie ciężkich drewnianych bali, czy ciągnięcie za sobą kawałka żelastwa stało się już normą. Trzecie „okrążenie” było połączeniem biegania po płaskich łąkach i terenie górzystym, chociaż już bez dobitnych podbiegów. „Atrakcją”, jak i największą przeszkodą tego okrążenia z pewnością był kamieniołom, który na długo pozostanie w pamięci uczestników. To tu, każdy Spartanin miał za zadanie okrążyć wyrobisko z bardzo ciężkim wiadrem, wypełnionym, aż po brzegi żwirem. Ogromna pętla zdawała się nie mieć końca.

Należy wspomnieć, iż każda pętla (przy dobieganiu do namiotu z zaopatrzeniem) kończyła się takim samym ciągiem przeszkód: drut kolczasty, doły z wodą, pochyła ściana, wciąganie na linie, przechodzenie po palikach i wyciąganie ciężkiego worka na linie. Efektem tego było to, że z każdym kolejnym razem, ze względu choćby na dużą ilość zawodników i ubłocenie przeszkód, ich ponowne pokonanie stawało się praktycznie niemożliwe.

Spartanie oprócz testowania tężyzny fizycznej zostali sprawdzeni pod względem zdolności zapamiętywania przy wzmożonym wysiłku, a na tych, którzy polegli przy tym zadaniu, czekała kara w postaci 30 burpees. Palące słońce, które było dużym utrudnieniem, rekompensował górski potok w zaciszu drzew, który dawał przynajmniej złudne uczucie orzeźwienia. Od strony technicznej bieg przygotowany został bez zarzutu. Trasa dobrze oznaczona, a organizatorzy zadbali o punkty z wodą ustawione co 4-5km. Dodatkowo, w namiocie „comfort zone”, przez który uczestnicy przebiegali dwa razy, była możliwość szybkiego odświeżenia się, zmiany odzieży bądź obuwia, a także doładowania energii w postaci batonów czy bananów. Należy podziękować wolontariuszom, którzy jak zawsze świetnie wykonywali swoje zadanie. Zagrzewali Spartan do boju i dodawali otuchy.

Bieg ukończyło nieco ponad 1500 osób, 25% uczestników niestety z tej walki nie wyszła zwycięsko i wróciła na tarczy. Brawa jednak dla wszystkich za podjęcie wyzwania! Zwycięzcą Spartan Race Ultra Beast został słowacki zawodnik Peter Žiška, który przekroczył linię mety z czasem 5:33:10. Polscy zawodnicy z Husaria Race Team, którzy walczyli drużynowo również zapisali się w historii pierwszego wyścigu na morderczym dystansie, bowiem zarówno w fali ELITE, jak i OPEN zdobyli najwyższe miejsce na podium. Gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów.