Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Przemysław Senderski

Autor: Przemysław Senderski
Opublikowane: 2016-09-26 19:15:23

OCR Runner, blogger One way to glory  


17 września miał miejsce kolejny bieg z serii Spartan Race. Tym razem, żądni spartańskich wyzwań uczestnicy, musieli udać się do słowackiego Reviste, gdzie zorganizowano zawody w formule BEAST. Na starcie stanęło blisko 2000 uczestników.

Jak zawsze organizatorzy zadbali o to, aby jak najbardziej utrudnić dotarcie do mety. Teren obfitował w niezliczoną ilość podbiegów. Może nie były one zbyt strome, ale zmęczeni zaliczaniem przeszkód zawodnicy odczuwali je, jakby ciągnęły się w nieskończoność. Dodatkowo z pomocą organizatorom przyszła pogoda, która wzniosła poziom trudności zawodów zdecydowanie w górę. Od wczesnych godzin porannych padał rzęsisty deszcz, który sprawiał, że szlaki stawały się błotniste. Z begiem kolejnych fal było coraz gorzej, coraz więcej błota na trasie, na przeszkodach i na startujących...Hmm, chyba akurat tym ostatnim to bardzo nie przeszkadzało. Z uśmiechem na ustach przedzierali się przez te błotniste szlaki.

W pierwszej fazie biegu zawodnicy musieli dwukrotnie przeprawić się przez rzekę. Za pierwszym razem do pomocy mieli linę, wchodzili do wody po pas, a rwący prąd próbował pociągnąć ich za sobą. Jednak oni potrafili stawić mu czoła i cało przeprawić się na drugi brzeg. Nieco inaczej wyglądała druga przeprawa. Nie mieliśmy już liny do pomocy. Co prawda zanurzaliśmy się tylko do kolan, ale i tak musieliśmy bacznie stawiać kroki, aby nie stracić równowagi na licznych śliskich kamieniach znajdujących się na dnie. Krótko po drugiej przeprawie przez rzekę mieliśmy Memory Test, którego rozwiązanie znajdowało się tuż przed metą. Oznaczało to prawie 20 km z głową skupioną na jednej myśli. Wtedy też, skończyło się bieganie po polach i łąkach, a zaczęło prawdziwe wspinanie na wzgórza. Po 10 km walki z przeciwnościami, dotarliśmy do najtrudniejszej przeszkody tego dnia. Była nią kilometrowa wycieczka z workiem piasku na barkach.

Jakiś kilometr przed metą, rozpoczęła się seria przeszkód końcowych. Zaczynała się od Monkey Bar A. Tylko nielicznym udawało się pokonać tą przeszkodę, zdecydowana większość kończyła na burpeesach po tym, jak poślizgnęła im się ręka. Dalej Memory Recall, Multiring, Cargo typu A. Następnie dochodziliśmy do wspinaczki na linę. O dziwo, tego dnia dużo łatwiej było pokonywać ubłocone liny, niż mokre rurki. Kolejną przeszkodą był rzut oszczepem. Tutaj zwykle decyduje los. Niepowodzenie kończy się burpeesami. Na koniec zostały jeszcze dwie przeszkody, czołganie w błocie i ścianka skośna odwrotna. Wreszcie, po ciężkich bojach, dotarliśmy na metę. Najszybsi byli na niej po 2 i pół godziny. A satysfakcja z dotarcia do celu rosła wprost proporcjonalnie do tego, im dłużej było się na trasie.

Następny Spartan Race w Libercu 1 października, nie możecie tego przegapić! AROO!