Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Agnieszka Koziak

Autor: Agnieszka Koziak
Opublikowane: 2016-09-28 20:25:23

na co dzień mama 3,5 letniego diabła wcielonego. Posiadająca 4 kyu wtajemniczenia w Karate Kyokushin, od 2013 roku znana jako Fitmaminka całym sercem w crossfitowym boksie. Miłośniczka jedzenia zdrowych przekąsek przed TV podczas oglądania piłki nożnej. Zakochana również w biegach z przeszkodami.


W sobotę 24 września giżycka twierdza Boyen zapisała kolejne oblężenie w kartach historii. Tym razem ponad 900 śmiałków zdobywało teren historycznych Prus Wschodnich podczas kolejnej edycji Runmageddon w formule rekrut. Organizatorzy biegu pokazali już podczas edycji warszawskiej, gdzie zdobywano twierdzę Modlin, że należy przygotować się na najgorsze.

Teren imprezy był niezwykle atrakcyjny nie tylko dla uczestników ekstremalnego biegu, ale także dla kibiców i turystów. Ze względu na charakter miejsca biegu (niemal 200 letnia historia twierdzy Boyen) impreza ściągnęła do siebie mnóstwo obserwatorów.

Start imprezy umiejscowiony był w dużym budynku, w którym przeprowadzono dynamiczną rozgrzewkę, czemu towarzyszyła charakterystyczna dla Runmageddon oprawa muzyczna. Pierwsza fala i jedyna w klasyfikacji medalowej ruszyła na starcie z nieznanym o godzinie 8:40. Kolejne fale ruszały równo co 20 minut.

O przeszkody na terenie twierdzy nie trudno. Wiedzą to z pewnością uczestnicy, którzy mieli do czynienia z warszawską twierdzą, którą zdobywali kilka edycji wcześniej. Zaraz po starcie na biegnących czekał pierwszy podbieg. Gęste zarośla niejednokrotnie zostawiały kolce w dłoniach, a dość suchy nierówny grunt urywał się pod nogami napierających zawodników. Bardzo duża część trasy prowadziła przez wały obronne, zbiegów i podbiegów pod wały nie sposób zliczyć. Z pewnością zaskoczeni byli zawodnicy, którzy liczyli na płaski teren otoczony jeziorami. Specyfiką organizatorów jest jednak urozmaicanie naturalnego terenu, by zawodnicy nie mogli zbyt dobrze przygotować się do trasy. Średnio po 3-4 minutach biegu biegnący mieli za sobą 3 podbiegi pod wały twierdzy, w tym jeden z workiem obciążonym piaskiem. Siódmy podbieg pod wały obronne najeżony został zasiekami, a spokój ducha przerywał ostrzał członków historycznej grupy rekonstrukcyjnej. Edycja mazurska była wyjątkowo obłożona zasiekami, gdyż pokonywano je czołgając się około 3 razy, oraz podwójnie w lesie - pionowo pomiędzy drzewami.

Po raz drugi w historii Runmageddon pojawiła się na trasie tyrolka – czyli zjazd po linie wzdłuż okolicznego jeziora Popówka. Organizatorzy zadbali o bezpieczeństwo zawodników, ale także o to, by nikt suchy nie dotarł na drugi brzeg, bowiem schodząc z tyrolki należało wskoczyć do jeziora i dojść do brzegu. Na trasie pojawiła się również przeszkoda mentalna. Tym razem można było popisać się wiedzą ze szkoły podstawowej podając cyfry rzymskie wypisane na obrazku. Nie zabrakło przeszkody lodowej, która znakomicie chłodziła po wyczerpującym biegu. Bardzo dobrym pomysłem było podmienienie ściany prowadzącej do żywej przeszkody. Biegnący nie musieli tracić czasu na czekanie na pomoc, a mogli za to wspiąć się na ścianę i dobiec do mety samodzielnie, zostając wcześniej zrównanym z ziemią.

O ile same wyniki i osoby stające na podium zwykle nie są dużym zaskoczeniem, tak w sobotę w Giżycku mieliśmy okazję zobaczyć bardzo emocjonujący finisz biegu fali elite. Do samej mety nie było wiadomo, który zawodnik z drużyny Husaria Race Team wygrał zawody. Nawet fotokomórka nie dała miarodajnego wyniku i tym sposobem, pierwszy raz w historii przyznano podwójne pierwsze miejsce. Zwyciężyli jednogłośnie Mateusz Krawiecki i Przemysław Senderski z drużyny Husaria Race Team pokonując trasę w 58:34. Anton Ermakov, zdobywca drugiego miejsca, reprezentant Rosji stracił do liderów aż 5 minut. Trzecie miejsce, z drobną stratą do Rosjanina zajął Krzysztof Nieścier z Włóczybiegów. Wśród kobiet pierwsze miejsce zajęła Agata Pietroszek, później Małgorzata Daszkiewicz (Power Training), oraz Joanna Zmokła (Soldier Team). Drużynowo niezmiennie na pierwszym miejscu Husaria Race Team. Na kolejnym stopniu 15 Giżycka Brygada Zmechanizowana, oraz trzecie miejsce dla Power Training.

Link do spektakularnego finiszu

 

Typowym już dla Runmageddon jest bieg dla dzieci, którego nie zabrakło na Mazurach. Jest to wyśmienite rozwiązanie na rodzinny aktywny dzień i mnóstwo atrakcji dla najmłodszych. Równocześnie działała też strefa challenge gdzie można było pokonać tor przeszkód, czy zmierzyć się z serią ćwiczeń na czas.

Mateusz Krawiecki

 

Udało nam się porozmawiać ze zwycięzcą, Mateuszem Krawieckim, który zajął pierwsze miejsce na podium, dzieląc je z Przemysławem Senderskim.

Mateusz, gratuluje kolejnego zwycięstwa w Runmageddonie. Jak trasa?

To był Górski Runmageddon Mazury, inaczej określić tego chyba nie potrafię. Profil trasy był bardzo interesujący. Eliminował te osoby, które mają problemy na podbiegach. Zbieganie było natomiast bardzo techniczne. Robiłeś to albo asekuracyjnie na tyłku, przez co traciłeś czas, lub po prostu zbiegałeś ryzykując wiele. Jak się okazało, z Przemkiem lubimy ryzyko i ono się opłaciło. Za każdym razem myślę, że ciekawszej trasy Runmageddon już nie wymyśli. Co do atrakcyjności i trudności, to tylko inna twierdza - Modlin może rywalizować z tą tu w Giżycku. Zdecydowanie najciekawszy RMG .

 

Wasz finisz z Przemkiem przejdzie do historii. Nie zwątpiłeś do końca. Czy przez ten czas czułeś, że zwycięstwo ucieka ci z rąk?

Miałem kilka problemów na trasie. Dopiero co zakończył się okres roztrenowania i ciężko wrócić do swojego rytmu. Z Przemkiem walczyliśmy ramię w ramię. Niczym Husarska Brać. Żartowałem później, że mogę tak wygrywać wspólnie już zawsze. Wszystko przecież pozostaje w drużynie. Myślę, że zrobiliśmy fajne widowisko. Jest to z pożytkiem dla całej naszej dyscypliny. Sprawia, że dodaje smaku rywalizacji i pokazuje, jak ciekawe są te biegi. Końcówka była bardzo emocjonująca. Mam do siebie żal za jedną przeszkodę, gdzie zbyt wcześnie chciałem ja zakończyć i za to, że końcówki nie miałem z czego przyspieszyć, jak robię to zawsze. Chociaż teraz myślę, że dobrze to wyszło i na pewno nie żałuje że podzieliłem się z Przemkiem 1 miejscem. Ten zawodnik mi bardzo imponuje i po prostu mu się to należało. Nie czułem, że mogę przegrać. Na końcówce nie myślałem o tym, tylko skupiłem się na walce, a walczę zawsze do samego końca. Nie chce później mieć pretensji do siebie o to, że odpuściłem. Nigdy się nie poddaje, co pokazała Gdynia, gdzie po karnej goniłem lidera, jak i tu, gdzie nie trafiłem w dzwonek.

 

Gdzie zobaczymy Cię na kolejnych zawodach?

Hmm. Dobre pytanie. Okres przygotowań do finału wchodzi w decydującą fazę. Planuje start i weekend w Bieszczadach, który potraktuje treningowo i myślę nad Rekrutem w Dąbrowie Górniczej. Tak jak Bieszczady są pewne, tak RMG do zastanowienia. Musze myśleć o wszystkim tak, żeby być odpowiednio przygotowanym na finał. To priorytet. Teraz chce mieć głowę spokojną i myśleć tylko o treningu. Tego się trzymam. Cieszą mnie zwycięstwa, jednak czym one będą jeżeli przegram finał?! Wyznaczyłem cel i konsekwentnie go realizuje dobrze przy tym się bawiąc. Mam nadzieję, że zdrowie dopisze. Zostawiłem go wiele do tej pory na trasach Runmageddon walcząc o wygrane dla Husarii.

Przemysław Senderski

 

Przeczytajcie w takim razie co o biegu sądzi drugi zwycięzca – Przemysław Senderski!

Gratuluje wygranej! Tak długo na nią czekałeś. Trzy razy drugie miejsca nie podłamały Cię, a umocniły. Jadąc do Giżycka czułeś, że teraz albo nigdy?

Dziękuje. Tak, to prawda, trochę musiałem naczekać się na moje pierwsze zwycięstwo. Wychodzę z założenia, że jak w życiu chce się coś osiągnąć to trzeba na to ciężko pracować. Ta ciężka praca na treningach przyniosła w końcu skutek. Zmierzając do Giżycka wiedziałem, że faworyt jest tylko jeden – Mateusz Krawiecki. Przed startem pomyślałem sobie, że skoro pokonałem taką drogę tutaj, do Giżycka, to fajnie byłoby coś urwać. Cieszyłbym się z każdego miejsca na podium.

 

Nie mogę nie zapytać się o pojedynek z Matim. Od kiedy wiedziałeś, że to się tak rozstrzygnie?

Chyba nikt z nas, nawet największy optymista, nie wpadłby na to, że tak zakończą się te zawody. Zarówno ja, jak i Mateusz świetnie radzimy sobie w górach, a tutaj podbiegów było mnóstwo. Praktycznie od pierwszych metrów byliśmy blisko siebie. Szybko wyszliśmy na prowadzenie i przez cały bieg już nikomu go nie oddaliśmy. A ten epicki finisz zapadnie na długo w naszych pamięciach.

 

Kolejny triumf w drużynówce do którego ponownie się dołożyłeś. Czy rywalizacja w zespole dodaje dodatkowej mocy?

Zdecydowanie rywalizacja w zespole ma na nas pozytywny wpływ. Dobrze jest usłyszeć w trakcie biegu od biegnącego przy tobie kolegi jakieś motywujące słowa. Sprawiają one, że wstępuje w nas dodatkowa siła, dzięki której staramy się jeszcze mocniej pracować. Niejednokrotnie walczymy między sobą o najwyższe cele. Ale nie ma to żadnego negatywnego wpływu na nas samych. Równie mocno cieszymy się z sukcesów innych, jak i własnych.

Agata Pietroszek

 

A co na temat tych zawodów sądzi Agata Pietroszek, drobna, piękna i silna kobieta, która wyprzedziła wszystkie rywalki i stanęła na najwyższym podium?

Gratuluje wygranej! Wreszcie powróciłaś na najwyższe podium. Czy w sobotę przyszło to łatwo?

Dziękuję bardzo. Wygrana w Runmageddon Rekrut Giżycko bardzo mnien cieszy i wcale nie przyszła łatwo. Na starcie stanęły dziewczyny, które nieraz jużn wbiegały na podium tych zawodów. Zmieniłam się na prowadzeniu zn zawodniczka Power Training, ale po jednej ze ścianek udało mi się odskoczyćn na bezpieczna odległość. Dobiegłam do mety w sumie samotnie i zakończyłam na 1 miejscu wśród kobiet i 9 w klasyfikacji generalnej, a to cieszy bardzo :)

 

Czy trasa Ci podeszła i jak ją oceniasz?

Trasa genialna. Zresztą z każdym kolejnym Runmageddonem podoba mi się coraz bardziej, może dlatego, że z każdym kolejnym jest więcej podbiegów podczas wyścigów, a ja właśnie te podbiegi kocham najbardziej w biegach z przeszkodami :) Na trasie nie było ani chwili odpoczynku czy "płaskiego" biegania. Co chwila przeszkoda, zbieg, podbieg. Tyrolka zapewniła dodatkowo fajna zabawę, a oto w tym wszystkim chodzi.

 

Do finału coraz bliżej. Czy Cię na nim zobaczymy?

Jeśli nic nie stanie na przeszkodzie, to stawie się na starcie finału Runmageddon ‘u. To czy wystartuje, z kim pobiegnę i jak mi pójdzie, okaże się z czasem.

 

Runmageddon w Giżycku jest przedostatnim eventem biegowym przed wielkim finałem, który odbędzie się już 6 listopada w Poznaniu.

 

Wszystkie zdjęcia zostaly probrane z oficjalnego fanpage Runmageddon