Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Agnieszka Koziak

Autor: Agnieszka Koziak
Opublikowane: 2016-01-30 18:48:30

na co dzień mama 3,5 letniego diabła wcielonego. Posiadająca 4 kyu wtajemniczenia w Karate Kyokushin, od 2013 roku znana jako Fitmaminka całym sercem w crossfitowym boksie. Miłośniczka jedzenia zdrowych przekąsek przed TV podczas oglądania piłki nożnej. Zakochana również w biegach z przeszkodami.


 Mówią, że idąc na trening crossfit idziesz jak na poligon, gdzie nie mogąc złapać oddechu będziesz przeklinał moment, w którym się na to zdecydowałeś. Unoszący się wewnątrz charakterystyczny zapach potu, pomieszany z unoszącym się pyłem magnezji dodaje charakteru Twojemu wysiłkowi. Wreszcie czujesz, że jesteś w odpowiednim miejscu, by spuścić sobie treningowe lanie. Wspinanie się po linie, pompki, przysiady, podciągnięcia, rzucanie sztangą…i „mięsem” w trakcie. To takie męskie nieprawdaż? Zdziwisz się, kiedy otworzysz bramy tego piekła.

 

Jan jest dbającym przesadnie o sylwetkę i sześciopak kawalerem. Brak kota, psa i dzieci sprawia, że mieszkanie traktuję jako przerywnik pomiędzy pracą, a treningiem. Jan uważa, że jest dobry w tym co robi, jednak może być jeszcze lepszy, jeśli będzie robił więcej treningów, jadł więcej suplementów i czytał fora crossfitowe. Jan jest zakochany bez litości w swojej życiowej odskoczni, szczerze i uparcie kocha także piękne kobiety, lecz nie wie dlaczego nie starcza mu czasu na randki. Po treningu pochłania całą tablicę Mendelejewa odżywek i czeka na kolejny piękny treningowy dzień, którego nic nie jest w stanie zakłócić. Koniec jednak wstępu. Wyobraź sobie, że teraz jesteś Janem.

Jest spokojne popołudnie, otwierasz drzwi swojego ulubionego boxa z nadzieją, że spuścisz sobie soczyste „lanie” dzisiejszym wod’em. Wchodzisz do środka i na wstępie dobija Cię zapach mocnych perfum. No tak… kobieta. Początkowo nie masz nic przeciwko, toteż dla kobiet dbasz o swój sześciopak na brzuchu. Może gdyby nie fakt, że umówienie się z Tobą graniczy z cudem, ze względu na Twój związek z własnymi celami. Kobieta – ubrana jak każda na siłowni, włosy spięte recepturką, na ręku jakieś kolory, wymazane farbami zapewne przez dzieci, bez makijażu (brak linii oczu, brwi i usta też gdzieś się gubią). Widok całkiem niezły, dopóki nie zauważasz, że jej dziecko siedzi na Twoim ulubionym przedtreningowym fotelu do obserwacji, stolik na którym układasz rytualnie swoje suple przed i po zajęty jest przez kolorowe samochodziki. Tymczasem termogeniki zaczynają za szybko działać, gdy widzisz, że ta piękna kobieta zarzuca Twoją ulubioną sztangą (tą idealnie wytartą i dopasowaną do Twoich rąk). Mało tego – „kobieta”, na dodatek matka dziecka, katuje się Franem* zalana po pas potem. Chwila, czy to nadal kobieta??

*Fran – 21-15-9 powtórzeń thrusters na przemian z pull-upami.

Nie da się ukryć, że coś w tych kobietach jest, że ciągnie je do męskich sportów. Przecież pot, brud i żelastwo kojarzy się na pierwszy rzut właśnie z mężczyzną. Jak do tego doszło, że kobiece jest nadal kobiece, a męskie przestaje być męskie? Grunt, to zachowanie równowagi pomiędzy kobiecością a wyczynami. Niektórzy pomyślą sobie, że te „baby” chcą zdominować każdą dziedzinę sportu. Dopóki zostaną zachowane standardy i odpowiedni dobór ćwiczeń do możliwości, crossfit będzie jak najbardziej kobiecy wykonany w tej wersji, a zarazem męski gdy do walki stają panowie.

Matki z kolei, trenujące w crossfitowych boxach są specyficznymi postaciami. Niejednokrotnie przyprowadzające ze sobą gromadkę dzieci, mężów, towarzyszów czy koleżanki. Zachowujące damskie kształty, pozbawione idealnej fryzury czy wieczorowego makijażu. Dla części z nich trening na „maxa” to swojego rodzaju odskocznia od codzienności – prania, sprzątania, gotowania, dzieci. Pomimo nacisku na równouprawnienie, niektóre „sporty” domowe nadal przypisane są kobietom, co da się zauważyć również w reklamach telewizyjnych (zwróciliście uwagę, że proszki do prania, płyn do okien, czy podłóg reklamuje najczęściej sprzątająca kobieta?). To jeden z wielu powodów, dla którego część kobiet decyduje się na ten sport. Chcą być silne, niezależne, uśmiechnięte i spełnione. Matki, charakteryzują się maksymalnym zorganizowaniem (w swojej pozornej chaotyczności). Osobiście wyznaję zasadę „im mniej czasu tym więcej”, dlatego bez problemu jako matka organizuję czas na pracę, dom i opiekę nad dzieckiem.

Pomimo rozwijającym się trendom fit w całej Polsce, obserwowanie wyczynów kobiet nadal rodzi pewne kontrowersje. Jednak coraz częściej tylko u osób, które tajników tego sportu nigdy nie chciały poznać. Przyczyną tego jest zapewne mit, który głosi, że kobieta posiądzie ogromne pokłady testosteronu i zamieni się w napakowanego potwora.

Gdy kobieta (w tym matka) decyduje się zrzucać swoje emocje wykonując masakrującego ciało wod’a trzeba wziąć pod uwagę, że wcale nie chce być traktowana delikatnie, a wgłębiając się w technikę ciężarową nie zależy jej na odchudzaniu. Crossfit dla kobiety, a w szczególności dla kobiety posiadającej dzieci jest odrębnym tematem, który może rozwijać – poza środowiskiem domowym. Wzmacnia nie tylko fizykę ciała, lecz także psychikę (tutaj właśnie zamazuje się teoria tzw. „słabej płci”). Wystarczy tylko odrobina wiary w swoje możliwości i wsparcie ze strony rodziny i dzieci.

Jeśli jesteś mężczyzną, partnerem nietrenującej kobiety i masz czasem wrażenie, że pożytkuje swoją energię w zły sposób (krzyk, gniew, fochy). Zaprowadź ją do boxa, zrób z nią trening. Zobaczysz, jak zmieni się wasza relacja!