Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Joanna Lechowska

Autor: Joanna Lechowska
Opublikowane: 2016-01-07 11:01:10

redaktor, bloger, copywriter, mgr turystyki i rekreacji, absolwentka szkoleń IFAA Polska, crossfiterka


 

Francuzi należą do narodów, które spędzają najwięcej czasu przy stole. Na ich talerzach nagminnie lądują tłuste kąski obficie polane masłem. Nie stronią od alkoholu. Do obiadu spożywają wino, a przed posiłkiem lubią wypić mały aperitif i zazwyczaj jest to coś mocniejszego. Co więcej, nie rezygnują z deserów. Zajadają się serami pleśniowymi, tartami z czekoladą i kremem brulee. Jednak, problem otyłości ich nie dotyczy! Są jedną z najszczuplejszych i najzdrowszych nacji na świecie. Gdzie tkwi sekret ich diety? Sprawdźmy.

Francuzi nie jedzą tylko po to, aby zaspokajać swoje potrzeby fizjologiczne, oni jedzą dla przyjemności. Sztukę celebracji posiłku opanowali, jak nikt inny, do perfekcji. Nigdy nie spieszą się, tylko rozkoszują każdym kęsem. Powoli, bezstresowo. Obiad we Francji stanowi formę rozrywki, nie konieczność, dlatego trwa znacznie dłużej niż w Polsce. Składa się z aperitifu, przystawki, dania głównego, serów, kawy i deseru. Francuzi zasiadają do niego z całą rodziną. Jest dla nich okazją do rozmowy i spotkania towarzyskiego, przez co… jedzą mniej. Żołądek potrzebuje bowiem około dwudziestu minut, aby wysłać do mózgu sygnał, że jest już pełen. Szybka konsumpcja prowadzi do przejadania się.

Posiłek we Francji to rzecz święta, nikt nie ogląda w tym czasie telewizji, nikt nie wertuje Facebooka. Taka praktyka, w kraju nad Sekwaną, stanowi wielkie faux-pas nie do przyjęcia. Niestety, u nas wciąż jest stosowana - nie tylko w domach, ale i w pracy. A to prosta droga do otyłości. Jeśli nie koncentrujemy się tylko i wyłącznie na jedzeniu, gdyż rozprasza nas telewizor lub komputer, przestajemy kontrolować ilość pochłanianego pokarmu, w efekcie, podobnie jak w przypadku wspomnianego wcześniej pośpiechu, przejadamy się i o zgrabnej sylwetce możemy zapomnieć. Umiar to słowo klucz.

Francuzi kochają wodę. Zamiast kompotu czy soków z dodatkiem cukru, właśnie ją piją do obiadu. Raczą się nią również między posiłkami. Na każdym francuskim stole stawia się karafkę z wodą (w restauracjach również, nawet, jeśli klient jej wcześniej nie zamawiał, jest gratis). Woda zmniejsza łaknienie, dlatego osoby, które często po nią sięgają, nie rzucają się na jedzenie jak Reksio na szynkę. Francuzi piją również dość często wino, ale generalnie nie upijają się nim. Dla nich liczy się to, co mają w kieliszku. Niezwykle ważną rolę odgrywa dobór odpowiedniego wina do posiłku. Nasi zagraniczni koledzy stawiają bowiem na jakość, a nie na ilość.

Z tego powodu, fani żabich udek kupują jedzenie na targach, gdzie królują sezonowe i regionalne produkty w naprawdę dobrym gatunku. Sprzedawane przez rodzimych rolników i producentów żywności. W ich lodówkach znajdziemy zawsze świeże mięsa, ryby, owoce i warzywa. Oni nie robią zakupów na zapas, ale nabywają wszystko na bieżąco. Unikają również gotowych „smakołyków” z plastikowego pojemnika, które zawierają całą gamę dodatków, począwszy od cukru, poprzez groźny syrop glukozowo–fruktozowy i wszystkie substancje oznaczone symbolem E. Wszak dobrze wiedzą, że puree zrobione własnoręcznie jest o niebo smaczniejsze i zdrowsze od dostępnego w supermarkecie półproduktu w proszku. Lenistwo jest im dlatego obce.

W kuchni francuskiej na próżno szukać smażonych w głębokim oleju potraw. Francuzi nie lubią także panierek. Mięso i ryby zazwyczaj pieką lub duszą, ponadto jedzą bardzo dużo warzyw, które zajmują u nich połowę talerza. Jedną z ulubionych przystawek we Francji jest zielona sałata z sosem vinegrette, którą serwuje się bardzo często przed ciepłym posiłkiem. Taka przekąska zaspokaja pierwsze uczucie głodu i gdy na stole pojawia się danie główne, nakładamy na talerz mniej niż gdybyśmy wcześniej nic a nic nie zjedli.

 Co ciekawe, gastronomia francuska, w 2010 roku, została wpisana na listę światowego dziedzictwa niematerialnego UNESCO. Jury uznało, że tak doskonała umiejętność wspólnego biesiadowania i celebrowania przy stole najważniejszych chwil w życiu, powinna zostać wyróżniona. Bierzmy więc przykład z Francuzów. Ich szczupłe sylwetki i najniższy wskaźnik chorób serca na świecie mówią same za siebie. Francuski sposób odżywiania czyni cuda.

Jedzmy dla przyjemności, nauczmy się pieścić zmysły, a nie tylko żołądek. Róbmy to bez pośpiechu i bez migającego w tle monitora. Postawmy na jakość, nie na ilość. Kupujmy produkty regionalne – świeże, bez dodatku cukru i konserwantów. Zrezygnujmy ze smażenia, zwłaszcza w śmierdzącej fryturze. Wrzućmy na nasze talerze jak najwięcej warzyw i pijmy wodę, zawsze i wszędzie. A jeśli chodzi o alkohol, to przede wszystkim, zachowajmy umiar i zdrowy rozsądek. Nadmiar procentów pobudza apetyt i zwalania pracę metabolizmu do minimum, a to oznacza jedno, tyjemy ;)