Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

Monika Wardęcka

Autor: Monika Wardęcka
Opublikowane: 2015-12-30 16:40:26

Instruktorka Zumba Fitness


 

„I'm not your typical fitness instructor. I am ZIN” („Nie jestem typowym instruktorem fitnessu. Jestem ZIN­em”) – piszą o sobie instruktorzy Zumba Fitness. Co to właściwie znaczy i skąd wziął się skrót „ZIN”?

Pisaliśmy już, że aby zostać instruktorem Zumby, należy odbyć dwudniowe szkolenie prowadzone przez ZES­a. I już. Prawdziwa zabawa zaczyna się jednak dopiero wówczas, kiedy dołączamy do Zumba Instructor Network, w skrócie ZIN. Wiąże się to z kosztami (opłata na miesiąc wynosi niecałe 35 dolarów), ale w zamian otrzymujemy wiele korzyści. Po pierwsze: płyty z muzyką i choreografiami, które dostajemy pocztą albo mamy do nich dostęp online. Płyty mają być dla nas nie tylko inspiracją, ale również zabezpieczeniem – korzystając z nich podczas zajęć, nie zapłacimy kary za łamanie praw autorskich. W każdym innym przypadku (nie mamy zumbowych płyt, korzystamy z empetrójek z nielegalnego źródła) – możemy dostać mandat. Dołączając do ZIN, dostajemy też szansę na dalszą edukację, na przykład poprzez korzystanie ze szkoleń oferowanych przez Zumbę albo udział w słynnej już konwencji dla instruktorów. Bez członkostwa w ZIN nie możemy też organizować maratonów. Nie przysługuje nam zniżka na odzież ze sklepu Zumby. Nasze uprawnienia do prowadzenia zajęć wygasają po roku. Nie mamy też dostępu do dobrej jakości materiałów marketingowych – wizytówek, plakatów, grafik, z których jako ZIN możemy bezpłatnie korzystać, drukować je itd. Warto, zatem przemyśleć dołączenie do Zumba Instructor Network, bo bez tego nasza praca i kariera instruktorska po prostu nie będą mogły się rozwinąć.

A jeśli chodzi o „inność” ZIN­ów od „zwykłych” instruktorów, to Zumba przygotowała kiedyś na ten temat specjalną grafikę. Czytamy w niej: „Zachęcam ludzi do luzu, uśmiechu i bycia sobą. Nie jestem perfekcyjny i wcale nie chcę być. Wierzę w bycie prawdziwym. Wierzę w to, co naprawdę się liczy. Mam w życiu cel, dlatego uczę. Kocham tańczyć, ruszać się i zatracać w muzyce. To momenty, dla których żyję. Są prawdziwe. I chcę dzielić te momenty ze wszystkimi w sali. Nie obchodzi mnie, czy jesteś stary, młody, gruby czy jeździsz na wózku, potrzebujesz krzesła albo masz problemy z włosami. Jesteś częścią mojej grupy i nie przestanę, dopóki nie pokażę ci, jak tańczyć i czuć się przy tym wolnym”. Brzmi nieźle, prawda? Dlatego właśnie bycie instruktorem Zumby to z jednej strony praca marzeń, a z drugiej – ciągłe wyzwanie.

                                                                Facebook