Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!


Daria Zabiegaj

Autor: Daria Zabiegaj
Opublikowane: 2015-07-15 15:48:50

Publicystka, specjalistka od komunikacji społecznej i zarządzania mediami.


 

Jeśli interesujecie się sportem, kulturystyką, treningami, z pewnością kojarzycie tego niezwykłego człowieka. Jerzy Furmanek - utytułowany zawodnik sportów siłowych, jeden z pionierów kulturystyki w Krakowie i pierwszy mistrz Polski w Kulturystyce. Przeczytajcie wywiad i dowiedzcie się jak zaczynał swoją karierę, jak wyglądały początki tej niezwykłej dyscypliny w Polsce i jakie ma plany na przyszłość. Miłej lektury!


Daria Zabiegaj: Jerzy masz na swoim koncie wiele zwycięstw. Opowiedz nam proszę, jak zaczęła się Twoja przygoda ze sportem.


Jerzy Furmanek: Od kiedy pamiętam, kochałem sport. Byłem z nim związany od najmłodszych lat, zaczęło się w szkole podstawowej. Uczęszczałem do dużej szkoły sportowej nr 91 w Nowej Hucie. W piątej klasie byłem w reprezentacji czwórboju lekkoatletycznego. Potem piłka ręczna, siatkówka, koszykówka i tak aż do ukończenia klasy ósmej. Następnie zacząłem biegać na 100m i 200m w dużym klubie sportowym MKS Krakus, potem w KS Hutnik. Chodziłem już wtedy do liceum muzycznego w Krakowie, więc miałem dłuższą przerwę z takimi sportami wyczynowymi. Rodzice starali się mnie popchnąć w stronę muzyki, ale do tego trzeba być wyjątkowo utalentowanym, a to były ich plany, nie moje. Po kilka godzin dziennie ćwiczyłem grę na fagocie, a potem szybko biegłem do kolegów pograć w piłkę. Nie był to mój żywioł, mimo iż do tej pory kocham muzykę poważną na swój sposób. W klasie maturalnej kolega namówił mnie na sporty sylwetkowe, czyli kulturystykę. Wiedzieliśmy o tym bardzo niewiele, informacje na ten temat w Polsce wtedy były jakie były, korzystaliśmy z książki „ABC młodego siłacza” Stanisława Zakrzewskiego i „ ABC sport dla wszystkich” Tadeusza Gołąbka. Nasza cała wiedza oparta była na tym, na temat treningu, diety itd. Czyli nikt nic nie wiedział 

 

No właśnie, jak wyglądały początki kulturystyki w Polsce?


W Krakowie na szczęście był już najsilniejszy w Polsce taki ośrodek, z którego startowali Wiesiek Wnęk, Kazek Tokarczyk, Stasiu Lis i kilkunastu zawodników. Była nawet organizowana taka impreza Polska – Czechosłowacja w Teatrze Rozmaitości, zawody kulturystyczne na których byłem pierwszy raz. Wtedy było widać tą straszną dysproporcję miedzy Polakami a Czechami. Czesi mieli kontakt z Europą zachodnią, więc mieli inne możliwości i odżywcze i metod treningu. To mnie wtedy wciągnęło i zacząłem ćwiczyć. Ćwiczyliśmy w piwnicy, zamiast ławki były sanki, zamiast sztangi to pręt z budowy, kółeczka były różne, po 5 lub 6 kg, różnica na sztandze nie stanowiła problemu, sztangielki robiliśmy z puszek po konserwach zalanych betonem, zamiast wyciągu, to bloczek z budowy. Rok czasu ćwiczyłem w takich warunkach, ale po tym roku jak zobaczyłem swoje zdjęcie, była kolosalna różnica w moim wyglądzie.

(zdjęcie z mistrzostw Polski w Krakowie w 1977r)

Czy to był ten moment, kiedy zdałeś sobie sprawę, że możesz w tej dyscyplinie sporo osiągnąć?

Zawsze byłem silny, jak pierwszy raz dostałem prawdziwą sztangę, już wtedy wyciskałem spory ciężar. Wiesiek Wnęk – znacząca postać w tamtych czasach, wyciskał 140 kg, Stasiu Lis ok. 120 kg, a ja przyszedłem na pierwsze zawody w Hucie, w Domu Młodego Robotnika i wycisnąłem 160 kg. Byłem bardzo dużym zaskoczeniem, co od razu mnie postawiło na pierwszym miejscu. Jeśli chodzi o sylwetkę, byli lepsi np. Krzysiu Frankowski, Marian Michałek, Jasiu Kuczek, oni ćwiczyli znacznie dłużej. Natomiast już po dwóch latach, nieskromnie mówiąc, z nich wszystkich byłem najlepszy, oprócz oczywiście Wiesia Wnęka, Kazka Tokarczyka i Stasia Lisa. Potem razem startowaliśmy na ogólnopolskich zawodach, odbywał się Puchar Gazety Krakowskiej w Krakowie, Zawody Polski Południowej, odnosiłem na nich spore sukcesy. Potem Szkoła Oficerska. Na pierwszym roku wzięto mnie do sekcji podnoszącej ciężary, wcześniej się tym nie zajmowałem, ale przy okazji mogłem dbać o kondycję. Na drugim roku zacząłem jeździć na zawody, np. Puchar Trybuny Ludu, rywalizowałem tam z najlepszymi węgierskimi zawodnikami, zawody w Katowicach o Puchar Śląska, zdobywałem tam drugie i trzecie miejsca. Tak było do 1977 r. to był rok mojej promocji i pierwszych mistrzostw organizowanych w Krakowie, na których zdobyłem I miejsce. Był to dwubój, wyciskanie i ocena sylwetki. Wygrałem całe zawody niecałym jednym punktem, ja wycisnąłem 185 kg, a następni zawodnicy ok. 160 kg. Znów według mnie sylwetkowo nie byłem najlepszy, natomiast nadrabiałem siłą. Tak zdobyłem pierwsze Mistrzostwo Polski w kategorii ponad 173 cm.

W 1975 r. zagrałeś główną rolę, w telewizyjnym filmie fabularnym reżyserowanym przez Stanisława Lenartowicza pt. „Żelazna Obroża”. To była Twoja jedyna przygoda z aktorstwem?


Tak, jedyna, dlatego, że nie imponowało mi to aż tak bardzo. Na początku była to świetna przygoda, na II roku, świat aktorów różnił się od tego który właśnie opuściłem, czyli świat wojska, poznałem fajnych ludzi jak Henryk Bista, Pan Grotowski, Tomaszewski, Peszek, Joasia Rawik, ciekawy świat. Po chwili zaczęło mnie to męczyć, alkohol, kobiety, nie był to mój żywioł. Niemniej wspominam to bardzo ciepło, film kręcono cztery miesiące, ale potem szczęśliwy wróciłem do szkoły.

(na planie filmu Żelazna Obroża)

Miałeś chwilową przerwę w uprawianiu sportu, byłeś nawet chwilę za granicą, powróciłeś w 1990r.


Tak, wtedy wróciłem na siłownię, ćwiczyłem rekreacyjnie tak dla siebie, aż niespodziewanie zostałem zaproszony do Bielsko Białej na II oficjalne mistrzostwa Polski w Wyciskaniu Sztangi Leżąc. Zaprosili mnie jako Mistrza Polski, a Wieśka Wnęka jako nestora kulturystyki. Prowadzący zawody, mój dobry znajomy niespodziewanie „wywołał mnie do tablicy” z trybun, żeby Furmanek pokazał co potrafi. Miałem wtedy 41 lat, więc dla tych małolatów którzy tam startowali, to byłem dziadkiem :D Zdjąłem tylko marynarkę, położyłem się i wycisnąłem 185 kg i okazało się, że ten wynik dał mi oficjalnie Mistrza Polski. Od tego czasu mocno mnie wciągnęło, zacząłem do tego podchodzić inaczej.

Twój rekord to 300 kg wyciśnięte na treningu, a najwyższy uznany na zawodach to 270 kg.


Nie zrobiłem tego od razu, poprzedzone to było latami ćwiczeń i treningów, międzyczasie miałem jeszcze rekordy Świata, Europy, Polski. 300 kg zrobiłem jak już byłem po 50-tce. Lata lecą, w tej chwili mam 63 :D

Twoje najważniejsze osiągnięcia i najcenniejsze medale?


Zdobyłem 22 medale z MŚ (5 złotych) i ME (9 złotych) oraz 18 krążków z mistrzostw Polski. Pięć razy ustanawiałem rekord świata. Kilka podejść „spaliłem” na własne życzenie, zdarzał się wadliwy sprzęt, pękła koszulka itp. Największą satysfakcję dał mi złoty medal Mistrzostw Europy w Goeteborgu, byłem jednym ze starszych w swojej grupie wiekowej, i wycisnąłem 235 kg, pełna niespodzianka dla mnie i dla trenera kadry. Dzięki temu zdobiliśmy również złoty medal drużynowy. Każdy medal natomiast darzę ogromnym szacunkiem, wiem ile mnie on kosztował. Ciepło tez wspominam ten z Teksasu, gdzie w grupie Masterów zdobyłem najlepszego zawodnika mistrzostw.

Od 2010r. już nie startujesz, tylko zajmujesz się szkoleniem zawodników.


Wycofałem się, gdyż poziom wśród seniorów był z roku na rok coraz wyższy, i faktycznie trzeba zdawać sobie sprawę, że biologii się nie oszuka, wiek robi swoje, być może, gdybym poświęcił więcej czasu, mógłbym z nimi jeszcze rywalizować, ale zawsze robiłem to dla przyjemności a nie za wszelką cenę, więc gdyby to miało dla mnie znaczyć poświęcenie jakiś przyjemności, to powiedziałem sobie dość. Zrobiłem swoje, byłem najlepszy, trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść.

 

(zdjęcie Jerzego Furmanka z Adamem Balawejderem)

Który z Twoich podopiecznych osiągnął najlepsze wyniki?


Największa duma to Adaś Balawejder, dlatego, że znam tego chłopaka prawie 17 lat. Poznałem go jak był małolatem i zostałem zaproszony na zawody w Hucie. Już wtedy miał do tego predyspozycje, a potem swoją ciężką pracą doszedł do świetnych wyników. On jest czysty, bez sterydów, sam talent.

Co powiesz na temat takich wspomagaczy?
Młodzież lubi skróty. Ma być szybko, są niecierpliwi, byle jaką drogą, byle dojść do sukcesu. Czy to jest sukces? Trudno mi to oceniać, każdy robi to co mu dyktuje sumienie. W Polsce sterydy są ogólnodostępne, za branie nie grozi praktycznie żadna kara, jeśli ktoś chce brać, to brać będzie. Jest to niebezpieczne, ludzie nieprzygotowani merytorycznie zabierają się za eksperymenty na własnym zdrowiu i ciele. Miałem tu kiedyś wyjątkowego zawodnika, talent który się zdarza raz na 100 lat, ale zaczął brać, jego koledzy go faszerowali czym się dało, całe szczęście nie doszło do tragedii. Uległ wypadkowi samochodowemu, jak trafił do szpitala to krew można było kroić nożem. Gdyby nie ta interwencja to do miesiąca by już nie żył. Widać różnicę w kulturystyce na zdjęciach z lat wcześniejszych, jak ci kulturyści wyglądali a jak wyglądają teraz. To są mutanci. Nikt mi nie powie, że oni są „na sucho”. Oczywiście, że są kontrole, jest to ogromny problem w każdym sporcie, ale jedni oszukują drugich. Ci którzy kontrolują są zawsze krok do tyłu, a ci co biorą są zawsze krok do przodu. Związki dawno już powinni zrobić albo wolną rękę dla wszystkich i bierzcie co chcecie, albo takie kontrole przez badanie DNA, że wychodzi wszystko. Tylko czy sport będzie wtedy tak atrakcyjny jak teraz jeśli chodzi o wyniki? Czy sponsorzy będą usatysfakcjonowani średnimi wynikami? Ciężko dyskutować czy dawni mistrzowie brali czy nie brali, wolno było, więc zapewne brali…

Od kilkunastu lat prowadzisz Relax Body Club w Krakowie. Kiedyś był to jeden z nielicznych takich klubów w Krakowie, przybywało tu wiele znanych twarzy.


Było to pierwsze takie miejsce które miało prysznice, szatnie, które wyglądało jak siłownia a nie piwnica. Otworzył to Leszek Kuzaj, ja to przejąłem i rzeczywiście było to miejsce wyjątkowe. Drogie karnety, wiec różni ludzie tu przychodzili, np. Krzysiu Ibisz, Tomasz Obara, Katarzyna Rogowiec itp. To już jest w jakimś sensie historia, owszem teraz również ciekawych osób tu nie brakuje, ale jak to przejmowałem 20 lat temu był to w zasadzie pierwszy taki Club, potem powstał Aquapark, w tej chwili jest ponad 100 fitness clubów o większej powierzchni. Do niektórych się chodzi po to, żeby się pokazać, a do mnie się przychodzi po to, aby ćwiczyć.

Jaki prywatnie jest Jerzy Furmanek? Domator czy dusza towarzystwa?


Z racji wieku pewne rzeczy się zmieniają, kiedyś jak byłem młody byłem duszą towarzystwa, nie ukrywam, że przez takie życie pewne rzeczy w życiu prywatnym nie wyszły tak jak trzeba. Teraz po całym dniu marzę tylko o tym aby przyjechać do domu, usiąść przy moich psiakach. Zawsze miałem i kochałem psy. Teraz mam dwa buldogi angielskie, wcześniej mastify angielskie. Za chwilkę zamieszka u mnie jeszcze mała kotka brytyjska, więc nie narzekam na nudę :D

Wszystkie zdjęcia pochodzą z prywatnej kolekcji Jerzego Furmanka.